FELIETONY - z przymrużeniem oka

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

Dzieciaki, słuchajcie mnie teraz uważnie – mówię stanowczym tonem do czterech wielkich oczu, wpatrujących się we mnie. Zbliżają się święta. Muszę zrobić porządne zakupy. Jeśli marzy wam się mamusiny sernik, musicie mi pomóc. Rozumiemy się? – pytam z lekkim strachem w głosie. Okej, mamo! Dla twojego sernika zrobimy wszystko – odpowiadają dzieci pełne entuzjazmu. Wiedziałam, że sernikowy szantaż będzie strzałem w dziesiątkę. Droga do sklepu, była raczej przyjemna. Jeśli ktoś lubi słuchać w kółko – od miesiąca, jednej kolędy śpiewanej przez dzieci, to powiedziałby że to podróż bajeczna. Lidl też nie był daleko, więc i ja nawet zaczęłam nucić świąteczne pastorałki. Mam bardzo długą listę zakupów. Popatrzcie ile składników potrzeba, żeby przygotować święta. Jej, mamo – czy my damy radę to wszystko kupić? Spokojnie dzieciaki, jeśli chodzi o zakupy, to mamusia jest specjalistką. Zaczynamy. Buraczki. Czosnek. Mąka. Śliwka suszona… Mamo? – szturcha mnie młodszy. Mamooooo!! – ciągnie mnie za rękaw, w momencie kiedy trzymam garść orzechów do zważenia. Co się stało? – odpowiadam już z dupą wypiętą w stronę sufitu, bo zbieram orzechy które przy szturchnięciu rozsypały się pod regał. Na dupę, oprócz klientów sklepu, spoglądają wielkie kartonowe Mikołaje i Elfy. Muszę do toalety. Podnoszę głowę zza puszek z brzoskwiniami i patrzę na syna z niedowierzaniem. Szybka ocena sytuacji przelatuje mi przez głowę. Dobra, zostawimy tu koszyk i wyjdziemy na chwilkę. Zrobisz siusiu pod drzewko. Mamusiu, mi się nie chce siusiu, tylko… . Dobra, nie kończ synu. Wiem już, co ci się chce. Wytrzymaj jeszcze minutkę. Ja powrzucam szybko to, co mam na liście i jedziemy do domu. Mały spojrzał na mnie z błaganiem w oczach, ale zgodził się. Biegnę pomiędzy półkami. Zrzucam z półek co popadanie. Mikołaj z czekolady, zajączek z czekolady, jabłka, gruszki, seler…Patrzę na Maksa. Trzyma rękę na pupie i biega za mną. Minę ma nietęgą. Patrzę na Hanię i widzę jak korzysta z mojej nieuwagi. Udając wielką pomoc, wrzuca do kosza to, co uważa za niezbędne. Córka poproszona o prawdziwą pomoc, biegnie ostatnim rzutem na taśmę po olej. Wtedy właśnie spoglądam do kosza i widzę żelki, ciastka, czekolady i batony. Nawet nie mam na kogo krzyknąć za zapełnienie kosza śmieciami, bo w tym czasie Hanka biegnie dumna jak paw, z olejem. W tym samym czasie syn ze skrzyżowanymi nogami krzyczy wniebogłosy. Córciu, to miał być olej rzepakowy, a nie taki do ciała – mówię zrezygnowana. Wrzucam jednak ten który przyniosła, bo nie mam czasu go odnieść. Pakuję zakupy, z których i tak nie zrobię nic na święta. Maks płacze, bo musi do toalety. Hania płacze, bo olej okazał się porażką. Z jednym dzieckiem na ręku, drugim obok i milionem spożywki biegnę sprintem do domu. Maks ostatkiem sił wpada do przedpokoju. Szybko synek, ściągaj kurteczkę i biegnij – krzyczę zachrypnięta. Maks podnosi wysoko głowę i patrzy na mnie z zaciekawieniem. Ale gdzie mam biec? – pyta spokojnym głosem. No jak to, gdzie? Do toalety chciałeś. Płakałeś w sklepie przecież – odpowiadam zdziwiona. Aaaaa, nie mamo. Już mi się odechciało. Płakałem, bo nie chciało mi się biegać po sklepie.

Morał z tej bajki jest jeden. Na święta, nie potrzebne ci wszystkie potrawy świata, nie potrzebne obrusy i siana. Ideał jest w Tobie i Twojej rodzinie. Nie w świątecznych zakupach i biegu za karpiem,sernikiem i barszczem. Usiądź i odpocznij, bo jak się ruszysz z kanapy i wyjdziesz z domu, to od razu usłyszysz – Mamo!!!! Mamusiu!!!

W Święta bądźcie razem i uśmiechajcie się!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.